Niegrzeczne dzieci

 

pedg05r300Nasze dzieci – żywe srebra

Od razu mówię, że nie ma dzieci niegrzecznych. Jeśli Wasze dziecko się nie słucha, bałagani, rozrabia, krzyczy, biega,  trudno je opanować – nie ma co dyscyplinować, trzeba się mu (i jego otoczeniu) bliżej przyjrzeć. Tzw. złe zachowanie u dzieci to informacja, to sygnał że dzieje się coś z czym dziecko nie potrafi sobie poradzić. Za chwilę przytoczę kila przykładów powodów takiego zachowania ale chcę zaznaczyć, bardzo wyraźnie, że nie uda mi się tu powiedzieć o wszystkim, że sami musicie poszukać powodów takiego zachowania u swoich dzieci.

Zacznijmy od np. tygodniowej obserwacji, takiej prawdziwej, wnikliwej. Co dziecko robi, jak spędza czas, jak się zachowuje przy nas a jak przy obcych a może różnie przy różnych członkach rodziny. Kiedy jest najbardziej niegrzeczne a kiedy mniej. Czym różni się zachowanie w weekendy (kiedy spędza więcej czasu z nami) od dni powszednich (w których kontakt z nami jest zdecydowanie mniejszy). Co je (słodycze bardzo pobudzają dzieci). Ile czasu spędza na zajęciach stymulujących energie (np. przed TV, grami Tv lub konsolami). Kiedy uprawia sport i jaki (rywalizacja czy współpraca). Chyba wszystkiego nie wymienię, ale napiszę co wpływa „aktywująco” na nasze dzieci. Dzieci zbytnio pobudzone nie dają sobie rady z własnymi emocjami/wrażeniami dlatego zachowują się „niegrzecznie”.

1. Dzieci uczą się poprzez doświadczanie, dlatego ważne by zabierać je na różne wycieczki, odwiedzać różne miejsca, spotykać różne osoby, bawić się w różne gry, uprawiać sporty ale … dziecko musi mieć czas na tzw. wyciszenie. Np. jeśli w sobotę zaszalejemy, niedzielę spędźmy spokojnie, np. w domu albo na spacerze. Pozwólmy też dziecku spędzić czas „samemu ze sobą”. Ono zawsze będzie się domagało naszej uwagi i naszego uczestnictwa ale potrzebuje także tej chwili dla siebie (oczywiście ono o tym nie wie). Musi posiedzieć w spokoju we własnym pokoju, wymyśleć sobie sam dla siebie zajęcie. To taki moment „refleksji”, który umożliwia „uporządkowanie” wrażeń, przyswojenie nowo zdobytej „wiedzy” i „ustosunkowania” się do niej. DZIECI, KTÓRE MAJĄ ZA DUŻO ZAJĘĆ, DOŚWIADCZEŃ SĄ BARDZIEJ POBUDZONE.

2. Często mówi się, że dziecko musi się wyszaleć. I jakaś prawda w tym jest. Niestety to „szalenie” musi mieć swoje granice i musi być dostosowane do dziecka. Takie wytracanie energii może zamienić się w błędne koło. Z jednej strony dziecko, które potrzebuje być więcej w ruchu, powinno możliwości ruchu mieć więcej. Z drugiej jednak strony, ruch pobudza organizm. Jeśli przekroczymy pewną granicę, „szaleństw” naszego dziecka nie będzie końca. Jeśli nie damy mu się wyciszyć, pobudzone będzie na okrągło. Uwaga, sen tego nie zmieni. Znam przykład chłopca, jakieś 8-9 lat. Rodzice i nauczyciele nie umieli poradzić sobie z jego agresywnością. Uznali chłopca za „żywe srebro, które musi się wyszaleć”. Chłopiec chodził niemal codziennie po szkole na zajęcia sportowe. Co więcej były to sztuki walki i piłka nożna. Gry dość agresywne. Jak się można spodziewać, jego zachowanie się tylko pogorszyło.

3. Wszyscy wiemy, że TV, gry komputerowe, gry na konsolach są nie do końca dobre. Jednak jest to często jedyny sposób na „wyłączenie” naszego dziecka. Niestety TV i granie to bodźce bardzo łatwo uzależniające, szczególnie mniejsze dzieci. Dużo się tam dzieje, jest kolorowo, słychać rożne dźwięki, no i (szczególnie w przypadku gier) jest też adrenalina. Już nie mówię o tym, że to wszystko wbrew pozorom (nie raz słyszałam, że dzięki grom buduje się refleks, łatwość obycia ze światem interaktywnym) „ogłupia” nasze dzieci. TV daje gotowe rozwiązania, nie trzeba myśleć, nie potrzeba wyobraźni – wszystko podane jak na tacy – ZABIJA MYŚLENIE. Gry bazują na najprostszych emocjach/instynktach by nasze dzieci wmanipulować w swój świat, bazują na mechanizmach uzależniających. Oczywiście nie ma nic złego w jednej bajce dziennie, w jednej grze tygodniowo, ale bardzo łatwo przekroczenie tej granicy nam przychodzi. To czas, w którym my możemy odpocząć, zająć się własnymi sprawami, przez chwilę porozmawiać w domu. Bardzo kuszące, prawda? Cenę przychodzi nam zapłacić już za chwilę bo znów nasze dziecko jest „niegrzeczne”. A ono wcale nie jest niegrzeczne, jest po prostu zbyt pobudzone przez TV, gry. Często takie dzieci żyją cały dzień w wiecznym „huku”. Znam „niegrzecznego chłopca”, który od rana był w szkole, w której w radiowęźle na każdej przerwie głośno grała muzyka. Na lekcjach, wymagano od niego pełnego skupienia. Po szkole biegł na piłkę. Wieczorem wracał do domu gdzie byli już jego młodszy brat i siostra, którzy dokazywali na całego. W domu rano zawsze włączone było radio a od południa do nocy TV. Oprócz przekrzykujących się członków rodziny, słyszał zawsze TV. Nie miał swojego pokoju, nie mógł się nigdzie schować, wyciszyć. Zasypiał koło 22-23 (dość trudno jest zasnąć dzieciom tak pobudzonym), a od rana znów to samo. Rodzice bardzo aktywni wypełniali także weekend zajęciami po brzegi. Dziecko tak bombardowane emocjami nie ma szans na wyciszenie, będzie zachowywało się coraz głośniej, coraz mniej będzie miało cierpliwości. Przestanie nas słuchać (i tak już wszystko dookoła wrzeszczy), bo nawet gdyby bardzo chciał, nie może się skupić, odnaleźć w tych wszystkich otaczających go bodźcach.

4. Jest jeszcze oczywiście cała masa innych powodów, takich jak: brak wystarczających kontaktów z rodzicami (przypominam, nie chodzi o ilość czasu spędzanych z dzieckiem ale o jego jakość), zazdrość o rodzeństwo, obawa o rozpad rodziny (w przypadku dzieci, których rodzice się kłócą), problemy z rówieśnikami w szkole, przedszkolu, na podwórku itp.

NIE MA NIEGRZECZNYCH DZIECI

– niegrzeczne dziecko to dla nas zawsze ważny komunikat –

COŚ JEST NIE TAK!

Od czego możemy zacząć?

1. Jak już mówiłam od przyjrzenia się. Spisania wszystkiego co wciągu tygodnia się rutynowo „wydarza”.
2. Liczba zajęć poza przedszkolem, lekcjami – wystarczy 2 x w tygodniu.
3. Liczba „atrakcji” w weekend – wystarczy jedna.
4. W domu właściwie nie włączajmy niczego co wydaje jakiekolwiek dźwięki, czy to TV, radio, czy muzyka. A przynajmniej ograniczmy to do minimum, niech nam media nie „towarzyszą” ale włączajmy je wtedy, kiedy mamy coś konkretnego do obejrzenia, wysłuchania.
5. Ograniczmy TV do 15 minut dziennie wybranego i ustalonego wcześniej programu, gry komputerowe, konsole odstawmy zupełnie. Możemy zagrać raz w grę, w której nie ma wyścigów, pogoni, bójek ale np. zdania sportowe czy intelektualne.
6. „posprzątajmy” – często w pokojach naszych dzieci leży mnóstwo zabawek, na ścianach szaleją kolorowe księżniczki, samochody. Ograniczmy listę tych bodźców także do minimum. Kupmy ładne jednokolorowe pudełka i pochowajmy w nich zabawki.
7. Zamieńmy nasze zabawy z dzieckiem na spokojniejsze, mniej rywalizujące, bardziej oparte na współpracy…
i… zobaczmy czy cokolwiek się zmieni. Pierwsze rezultaty powinny być widoczne już po jednym, dwóch tygodniach. Jeśli i to niczego nie zmieniło, szukajmy dalej, przyjrzyjmy się nam i wszystkim innym, którzy są w otoczeniu naszego dziecka, tam musi być jakiś problem.

Polecam Wszystkim, a zwłaszcza „niedowiarkom”, ćwiczenie tej metody przez dwa tygodnie.

Gabriela Chmielewska